Media o nas

Łódź się chwali, ale nie tym, co ma

Nasze miasto chętnie w promocji wykorzystuje logo Della, Gillette czy Boscha i Siemensa. Przy okazji niestety zapomina, że najlepszą reklamą jest pokazanie tego, co potrafią lokalne firmy. Tymczasem takich marek, jak mBank, Monnari, PGF czy Sphinx, mogłaby nam zazdrościć cała Polska


Znaki towarowe coca-coli czy internetowej wyszukiwarki Google są warte miliardy dolarów. W Polsce do najcenniejszych marek należy np. Orlen z Płocka. Przykładów inwestorów, którzy robią reklamę sobie, a przy okazji macierzystemu miastu, jest więcej: Wawel (Kraków), Zelmer (Rzeszów) czy Dr Irena Eris (Piaseczno).

Co z tego, że Łódź ma ambicje bycia zagłębiem informatyków, skoro to Gdańsk i Kraków mocno akcentują obecność u siebie "okrętów flagowych", jak nazywają swoich rodzimych inwestorów. Krakowski ComArch i gdański Prokom to często obiekty westchnień absolwentów łódzkich uczelni. Nie dlatego, że oferują niebotyczne pensje, ale dlatego, że są znane i rozpoznawalne. A to podświadomie sugeruje ciekawą i pewną pracę plus nutkę prestiżu, że mamy etat w znanej korporacji. Może warto więc przy każdej okazji podpowiadać młodym łodzianom, że takie firmy, jak Ericpol, AMG.net, LSI Software czy Makolab to również atrakcyjne miejsca pracy? A to tylko trzy z wielu informatycznych firm, które właśnie tutaj osiągnęły sukces.

Promowanie lokalnych marek bardzo się opłaca. - Z takich firm, jak Wawel czy Vistula, miasta mogą czerpać całymi garściami. Są kojarzone pozytywnie i utożsamiane z miejscem, gdzie powstały - mówi Agnieszka Wójcik z magazynu o reklamie i marketingu "Brief". - Miasta, pracując nad swoim PR-em, winny zwracać się do firm z propozycją współpracy, korzyści z nich płynące będą obopólne. Przykładem in minus są za to Starachowice i firma Constar, która zrobiła kilka lat temu mięsną aferę. I na wizerunek miasta nie wpłynęła chyba najlepiej - dodaje Wójcik.

Perłą w koronie łódzkich marek jest bezwzględnie mBank (pierwszy w Polsce wirtualny bank). - To jedna z najlepszych wizytówek Łodzi. Kolejną, nieco młodszą, jest Manufaktura. Miasto musi być otwarte właśnie na lokalne firmy. Czas, by to właśnie je zaczęto wykorzystywać w promocji - mówi Magdalena Grębosz z wydziału organizacji i zarządzania Politechniki Łódzkiej. - Niestety, na razie w Łodzi posługujemy się markami, które przyszły do nas z zewnątrz. Tymczasem Dell czy Hutchinson też zaczynały jako firmy lokalne.

Znanych marek z Łodzi, które mają zasięg ogólnopolski, nie brakuje: sieć restauracji Sphinx, butiki z odzieżą Monnari czy wreszcie Polska Grupa Farmaceutyczna. Choć wiele symboli Łodzi już nie istnieje. - Po 1989 r. zniknęły Poltex czy Uniontex. Te firmy, które przetrwały, musiały znaleźć nowy pomysł na siebie. Tak zrobiła Telimena, która zamiast ekskluzywnej odzieży kobiecej produkuje dziś z powodzeniem uniformy - mówi Grębosz. Zdarza się jednak, że firma, zmieniając profil działalności, woli porzucić dawną nazwę. I to wcale nie dlatego, że ma kłopoty, ale by podkreślić swoje rosnące aspiracje. Tak postąpiła Faktoria, która w Łódzkiem była znana z adaptacji fabrycznych wnętrz na biura. Dziś firma nazywa się już Virako. - To dlatego, że teraz koncentrujemy się na budowie nowych biurowców. Poza tym nazwa Faktoria mogłaby nam utrudniać zagraniczną ekspansję, fonetycznie na pewno łatwiejsza do wymówienia będzie właśnie Virako - mówi Malwina Pawłowska z marketingu firmy.

Piotr Anuszczyk

26.04.2008


« wstecz